SFL Onstage Magazine [maj 2012]

SFL Onstage Magazine [maj 2012]

To było dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem pierwsze dźwięki The Pretty Reckless w 2010 roku na Vans Warped Tour w West Palm Beach. Mój redaktor i ja właśnie przybyliśmy na imprezę, gdzie zobaczyliśmy połowę zespołów i byliśmy pod wielkim wrażeniem melodii, która zapowiadała ich debiutancki album „Light me up”. Teraz, w dwa lata później, muszę powiedzieć, że ta płyta była jedną z moich ulubionych debiutanckich płyt, które mam w pamięci, a teraz mam zaszczyt usiąść z frontwomanką zespołu. Na koniec ich własnej trasy, zespół dołączył do trasy ulubionego księcia ciemności Południowej Florydy – Marilyn’a Mansona, która z pewnością była dla nich bardzo interesującą trasą, delikatnie mówiąc. W świetle tych wydarzeń i ich własnego koncertu w Ft. Lauderdale’s Culture Room, musieliśmy porozmawiać z Taylor o początkach zespołu, koncertowaniu i ostatniej EPce „Hit me like a Man”. The Pretty Reckless to widowisko, którego nie możesz przegapić!

Co jest największym nieporozumieniem dotyczącym ciebie i początków zespołu?
Dużo tego było, ale najczęściej ludzie mówili o mnie, że zwolniono mnie z „Plotkary” i linii odzieżowej Madonny i inne takie – nigdy mnie z niczego nie zwolniono. Z „Plotkarą” to było tak, że odeszłam, by skupić się na muzyce, móc jeździć w trasę i nagrywać płyty. To było wszystko, co chciałam robić, a oni nie mogli mi dać na to czasu; więc to zapewne największe nieporozumienie dotyczące mnie. Jeśli chodzi o zespół, pewnie to, że ludzie nie wiedzieli, że to zespół; myśleli, że to tylko ja. To nie tak, że wyszłam i mówiłam ludziom żeby zatrudnili się jako mój zespół. Właściwie to wszystko zebrało się bardzo organicznie i jestem szczęśliwa, że tak się stało.

Oryginalnie, kiedy w 2009 roku założyłaś The Pretty Reckless, miałaś inny skład zespołu i inne piosenki. Jak się natknęłaś na ludzi, z którymi chciałabyś tworzyć zespoły (Ben Phillips, Mark Damon, and Jamie Perkins)?
Na samym początku, nigdy wcześniej nie byłam w trasie koncertowej i nawet nie występowałam na żywo przed publicznością. Więc napisałam kilka innych piosenek, a oni chcieli żebym wyruszyła w trasę, by zdobyć trochę doświadczenia. To było w tym czasie, kiedy wciąż pisaliśmy piosenki z Ben’em (Phillips), które miałyby znaleźć się na albumie. Mark i Jamie byli w innych zespołach i po prostu nie mogliśmy się zgrać, by wyruszyć we wspólną trasę. Więc pojechałam w trasę ze swoimi przyjaciółmi i zagraliśmy piosenki, które były moimi demami, które nigdy nie miały być wydane. Kiedy wróciłam z trasy, to było wtedy, kiedy pisaliśmy razem i nagrywaliśmy to, co stało się albumem. Poznaliśmy naszego producenta, Kato Khandwala, który był dobrym przyjacielem Ben’a. To wszystko połączyło się ze sobą bardzo szybko, bo mieliśmy taką samą wizję i kierunek, więc natychmiast w to uderzyliśmy.
Bardzo trudno jest znaleźć w tak dużej branży ludzi, którzy mieliby ten sam gust muzyczny i wizję. Jak Badmotorfinger Soundgarden; niektórzy ludzie mogą spojrzeć na mnie i pomyśleć „Co?” I to mi daje znać, że to wszystko po prostu nie będzie działać. Kiedy zaczęłam pracować z Kato, po prostu zaiskrzyło i wszystko zaczęło się jakoś razem schodzić.

Zabawne, że o tym wspominasz. Widziałem ludzi komentujących w wywiadach to, co zrobiłaś i jak trudno jest znaleźć muzyków, z którymi można by zacząć pracować, a którzy są pod wpływem takich samych klasycznych zespołów, jak ty. Można myśleć, że to będzie łatwe, ale wtedy się orientujesz, że jest różnica między lubieniem takich samych zespołów, a byciem po tej samej stronie.
Dokładnie, to znaczy, ja byłam piosenkarką-autorką tekstów, która pracowała z producentami i szukała muzyków, którzy byli odpowiednimi ludźmi i z odpowiednim kierunkiem. Zajęło mi to całe życie (śmiech). Po raz pierwszy weszłam do studia, kiedy byłam małym dzieckiem, miałam może 5 lat, więc zajęło mi to całe życie, by być tu, gdzie jestem teraz. Kiedy wreszcie poznałam tych facetów, to było jak cholerny prezent!

Co sprawiło, że dla ciebie Ben Philips stał się tak genialnym współautorem tekstów ?
Muzycznie, wywodzimy się z podobnych środowisk tak długo, jak czegoś słuchamy. Ja napisałam większość piosenek, ale to dobry partnerski związek – masz opinię drugiej osoby, która ma taką samą wizję, jak ty; nigdy wcześniej tego nie miała. Kiedy się poznaliśmy, to było fajne, bo on grał na gitarze, był autorem tekstów, jak ja i to był pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się z kimś coś napisać. Nie wiem dlaczego, ale to od razu zadziałało. Nie wiem jak, po prostu się stało.

Czy są jakieś piosenki z „Light me up”, które pod względem tekstu znaczą dla ciebie najwięcej?
Tak naprawdę, to wszystkie z nich; staram się pisać bardzo szczerze i bardzo blisko domu. Nie mogę wybrać jednej, bo wszystkie są bardzo osobiste.

Pisząc na „Light me up”, czy znalazła się tam szczególna piosenka lub piosenki, które były prawdziwym punktem zwrotnym, dzięki któremu wiedziałaś gdzie do jakiego brzmienia potem dojdziesz?
Prawdopodobnie kiedy napisaliśmy „Make me wanna die”. Wtedy zrozumieliśmy, że utknęliśmy w pisaniu, produkcji i tym wszystkim. To był punkt zwrotny dla płyty i dzięki temu to wszystko zaczęło się jakoś toczyć. To była też pierwsza piosenka, którą napisaliśmy na płytę.

Porozmawiajmy o nowej EPce „Hit me like a Man”. Między tym tytułem znajduje się ciekawa historia, czy ona na coś wskazuje?
Po prostu nadaliśmy temu albumowi nazwę po piosence, nie mogliśmy wymyślić innego tytułu (śmiech). Pomyśleliśmy, że to najsilniejszy tytuł z tych trzech nowych piosenek. To była piosenka, która miała najsilniejszy wpływ, więc weszliśmy w to.

Oprócz piosenek granych na żywo, tytułowy utwór, „Cold Blooded” i „Under the water” mają fajny wpływ Zeppelin. Czy świadomie podjęliście decyzję o takim brzmieniu?
Zeppelin to ogromny wpływ, a ty jesteś pierwszą osobą, która o tym mówi, więc to wiele znaczy. Zeppelin mają na nas wielki wpływ, zwłaszcza na „Hit me like a Man”. Słucham Zeppelin od naprawdę wczesnego dzieciństwa i oczywiście, oni wciąż będą na nas wpływać. To cholerni Led Zeppelin (śmiech). To nieuniknione.

Właściwie to jesteśmy teraz w Południowej Florydzie, a ty wybierasz się w trasę z chłopakiem z Południowej Florydy, Marilyn’em Mansonem. Jak doszło do tej trasy?
To dobre pytanie, a ja nie jestem właściwie pewna tych wszystkich detali odkąd stoi za tym mnóstwo ludzi. Właściwie to poznaliśmy się w zeszłym tygodniu w Los Angeles na Golden Gods Awards. To powinna być fajna trasa.

Mówiąc o Golden Gods Awards, byłaś pierwszym gościem podczas jego występu, wykonując z nim „The Dope Show.” Czy to było planowane od dłuższego czasu czy też planowaliście to na ostatnią minutę?
Trochę to, trochę to, na ostatnią minutę, ale planowane. To nie było tak „Hej, jestem po drugiej stronie sceny i właśnie weszłam.” Dzień wcześniej graliśmy koncert i dopiero co dotarliśmy do Los Angeles, nie spałam przez 78 godzin. Dotarliśmy tam na próbę dzień wcześniej, a kolejnego wieczora były Golden Gods; impreza była późno wieczorem, więc nie wyszliśmy stamtąd aż do północy. Po tym, jak wylecieliśmy z Filadelfii żeby zagrać tam koncert, pojechaliśmy do Nowego Jorku i byliśmy tam około 5.30 rano; byliśmy na nogach przez cały dzień i zagraliśmy koncert w Nowym Jorku. W tym czasie skończyliśmy koncert w Nowym Jorku, traciłam zmysły. Brzmiałam jak zwariowana osoba, po prostu byłam zmęczona. To było dość zabawne, ale musisz robić to, co jest właściwie. To jest rock’n’roll.

Po trasie z Mansonem, wracacie do studia, by nagrać kolejną po „Light me up” płytę. Jak duża część płyty została już napisana?
Mamy już wiele kawałków, ale to nigdy nie będzie skończone, póki nie skończymy. Zawsze piszę, więc zawsze mamy dużo materiału; ale to nigdy nie jest wystarczająco tak długo, aż poczuję się zaniepokojona, więc cały czas działamy.

Więc czy bezpiecznie będzie powiedzieć, że te trzy piosenki z „Hit me like a Man” są dobrym wskaźnikiem brzmienia zespołu?
Tak, zdecydowanie; pracujemy piosenka po piosence. Jak przy pierwszej płycie, nie mieliśmy żadnego rodzaju koncepcji czy czegoś, to zawsze chodzi o piosenkę samą w sobie. Właśnie tak piszemy i tak zrobimy przy kolejnej płycie. Chcieliśmy wydać tą EPkę, by dać fanom posmak tego, dokąd zmierzamy. Właściwie nie wiem jeszcze w jakim kierunku idziemy, ale kiedy się dowiem, dam ci znać, kiedy to będzie skończone.

Myślisz, że któreś z twoich starszych dem, które wyciekły, jak np. „Heart” mogłyby się znaleźć na nowym albumie?
Nie, zdecydowanie nie. Te nie miały na początku w ogóle wyciec. One były, tak jak to powiedziałeś, „wyciekły.” Staramy się być więksi i lepsi. Nie możesz się cofać, musisz iść do przodu.

Koncert zespołu w The Culture Room w Ft. Lauderdale będzie pierwszym występem od Warped Tour 2012 tutaj, podczas którego zespół ma promować „Light me up.”
Wiem, że to beznadziejne. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze do was nie wróciliśmy. Nie wierzę, że minęło aż tyle czasu. Naprawdę lubię Florydę i jestem bardzo podekscytowana, by tu wystąpić. Macie najlepszą pogodę.

Zespół daje dobry występ, myśleliście o tym, by wydać live DVD?
Chciałabym, ale te rzeczy nie zależą ode mnie. Ja tylko piszę piosenki i gram je. Jest wielu innych ludzi, którzy sobie z tym radzą i to właśnie oni stawiają na mnie, jako artystkę w świecie. Jeśli by to zależało ode mnie, chciałabym zrobić całe live DVD; chciałabym zrobić całą płytę z nagraniami na żywo. Nagraliśmy cały koncert, kiedy byliśmy w Londynie i chciałabym to wydać; ale to nie zależy ode mnie, więc wybraliśmy tylko dwie piosenki.

Jak postrzegasz siebie i zespół od czasów waszej pierwszej wielkiej trasy, Warped Tour?
Występ bardzo się rozwinął. Konsekwentnie występujemy od czasów Warped Tour i jeszcze się naprawdę nie skończyliśmy. Grając każdej nocy, stajesz się coraz lepszy; mam na myśli, że jesteśmy lepsi, niż byliśmy podczas pierwszego koncertu (śmiech). To zdecydowanie zmieniło nasz występ. Wszystko jest na żywo, nie ma żadnych nagrań, więc wszystko jest surowe. Jeśli gitara padnie, to jesteśmy skończeni; nic niczego nie ukrywa, wszystko jest na żywo. Nawet jeśli koncertujesz z tą samą set listą, to nigdy nie jest taki sam występ, zawsze jest coś, co je od siebie odróżnia. To ekscytujące, a i występ wciąż się rozwija.

Czy fani powinni się spodziewać jakichś nowych piosenek podczas tej trasy?
Z pewnością zagramy kilka nowych coverów. Graliśmy „Aerials” zespołu System of a Down. Poznaliśmy ich w Australii na Soundwave Festival i bardzo się z nimi zaprzyjaźniliśmy. John, ich perkusista właściwie wyszedł do nas na scenę i zagrał z nami w House od Blues w Los Angeles. Powiedział „Hej, zagrajmy „Aerials.”” Więc od tego momentu, czyli od samego początku trasy, ta piosenka stała się naszym nowym, koncertowym coverem. To się po prostu stało, a my po prostu z tym poszliśmy.

Wiem, że zespół często grał cover The White Stripes. Czy to jest wymiana?
Wciąż gramy tą piosenkę, ale to zależy od nocy.

Jakie rady masz dla lokalnych, nieznanych artystów, którzy chcieliby zostać dostrzeżeni czy usłyszeni?
Jestem najgorszym doradcą. Nie wiem. Nie ma żadnej formuły dla tej branży. Kariera każdego zespołu czy artysty rozwija się zupełnie inaczej. Jeśli to kochasz, to po prostu się tego trzymaj i pracuj na samego siebie. Jeśli myślisz, że jesteś, to nie jesteś. To naprawdę największa rzecz; to zajmuje dużo czasu. Jeśli myślisz, że ciężko pracujesz, powiedz sobie, że nie pracujesz wystarczająco ciężko. To praca na 24 godziny w ciągu dnia i na stałe, ale wypłata pod koniec dnia jest tego warta, bo kocham grać muzykę i kocham dawać koncerty. Kocham pisać piosenki i mieć możliwość to robić jest wspaniałe. Powodzenia! …. Oczywiście, będą na was wywierać wpływy. Oni są cholernymi Led Zeppelin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2017 TAYLORMOMSEN.PL