PULP Magazine

PULP Magazine

HAPPEE: Na Filipinach emitowana jest właśnie „Plotkara”. Chcieliśmy tylko wyjaśnić – zaprzestałaś już aktorstwa? Jesteś absolutnie piosenkarką czy to tylko chwilowe zajęcie?
Taylor: Aktualnie nie gram. Na chwilę obecną zrezygnowałam z aktorstwa i nie przewiduję tego, że wrócę do grania. Jestem bardzo, bardzo skupiona na muzyce, pisaniu i graniu. Właśnie pracujemy nad naszym drugim albumem, co jest naprawdę niesamowite. Jesteśmy tym bardzo podekscytowani. Mój umysł i koncentracja skupione są wyłącznie na muzyce, ale żeby powiedzieć, że już nigdy w życiu nie wrócę do aktorstwa… cóż, mam dopiero 18 lat. Powiedzieć, że nigdy już tego nie zrobię to bardzo ostre stwierdzenie, nie widzę siebie jako aktorki w najbliższej przyszłości.

HAPPEE: Czego świat może oczekiwać od muzyki The Pretty Reckless? Poza waszym drugim albumem, który niedługo wydacie, szykujecie jeszcze coś?
Taylor: Generalnie bardzo trudno jest określić naszą muzykę… ale najlepszy sposób na to żeby określić nasze koncerty jest powiedzenie, że to bardzo głośne, szalone, rock’n’roll’owe występy i każdy, kto przyjdzie na nasz koncert powinien być przygotowany na szaleństwo. Wiesz: seks, narkotyki, rock’n’roll – wszystkie te stereotypy pokazujemy w bardzo skrajny sposób. Ale myślę, że sposobem na opisanie naszej muzyki jest… nie ma bezpośredniego sposobu. To może stać się bardzo ryzykowne i bardzo muzykalne. Pracujemy teraz nad naszą drugą płytą, która jest bardzo ryzykowna. To jest to słowo, którego użyję. Jest zupełnie inna.

HAPPEE: Ostatnio zrobiliśmy spot reklamowy, by promować festiwal Bazzoka Rocks, który doprowadził do debaty – niektórzy z naszych pracowników twierdzą, że wasza muzyka skłania się ku grunge’owi. Ale ja prywatnie uważam, że to klasyczny rock. Jakie są główne inspiracje The Pretty Reckless i jaki rodzaj muzyki uosabiacie?
Taylor: Czuję, że zespół jest napędzany gitarą, perkusją i rock’n’roll’em. To rock’n’roll. Jestem pod ogromnym wpływem grunge’owych zespołów takich jak Soundgarden: są jednym z moich ulubionych zespołów wszech czasów. Jestem pod ekstremalnie wielkim wpływem Led Zeppelin i The Beatles. Więc to klasyczny rock. Myślę, że to element obu. Próbujemy stworzyć coś, co jest nowe – bardziej eksperymentalne, inne i nowoczesne, porównując do tych zespołów. Jesteśmy bardzo unikalni. Celem w tym co robimy jest próba stworzenia czegoś, czego jeszcze nie było, nawet jeśli jest to czerpane i kradzione od artystów, których kocham… żeby stworzyć coś unikalnego. Myślę, że to wnika w wiele gatunków, więc przekracza granice i muzyczne upodobania… Nie lubię określać naszej muzyki w jeden sposób. Lubię pozwalać jej mówić samej za siebie, bo może wtedy przejść przez wielu rożnych ludzi i wielu różnych ludzi może się w nią zaangażować na różne sposoby.

HAPPEE: Słyszeliśmy o twoim występie z Marilyn’em Manson’em na Golden Gods Awards. Co ci przyszło do głowy, kiedy usłyszałaś o tym pomyśle? Byłaś zaskoczona?
Taylor: Byłam ekstremalnie podekscytowana. Jestem bardzo, bardzo wielką fanką Marilyna Mansona, więc to był bardzo fajny telefon do odebrania. Być zapytaną, by nie tylko wystąpić w duecie do „The Dope Show”, ale by wyruszyć z nimi w TRASĘ… zrobiliśmy z nimi całą rasę po Ameryce, co było bardzo, bardzo niesamowite. Mam nadzieję, że będziemy to kontynuować i może pojawi się coś jeszcze do zobaczenia i usłyszenia. To był bardzo fajny telefon do odebrania.

HAPPEE: The Pretty Reckless otwierali koncerty wielkich zespołów takich jak Evanescence, Guns n’ Roses i oczywiście Manson. Masz jakieś występy, które zapamiętałaś najbardziej?
Taylor: Występowanie z Marilyn’em Manson’em podczas Golden Gods Awards to zdecydowanie numer jeden, którego nigdy nie zapomnę. Jestem wielką fanką jego muzyki. Być częścią piosenki – jednej z jego piosenek, to było jak… to było świetne. I oczywiście Azja, nie mogę się doczekać kiedy tam wrócę. Występowanie w Azji było niesamowite. To zupełnie inne miejsce niż gdzie indziej na świecie i takie ekscytujące do grania koncertów, bo tam jest zupełnie inna energia, inne wibracje. Wszystkie koncerty w Azji mają tą ekstremalną intensywność. Bardzo dobrze się tam bawiłam i nie mogę się już, kiedy tam wrócę i zagram jeszcze raz. Ale jeśli chodzi o duety i koncerty, występ na Golden Gods Awards z Manson’em to zdecydowanie to, czego nigdy nie zapomnę.

HAPPEE: Jakie są twoje najdziksze wspomnienia związane z koncertowaniem ze swoim zespołem?
Taylor: Cóż, najdziksze to te, których nie mogę ci powiedzieć. Ale tak daleko, jak rowijają się nasze występy mogę ci coś powiedzieć… pozwolę na wydrukowanie tego, był czas kiedy byliśmy w Paryżu, gdzie byłam twarzą dla perfum John’a Galliano. Zespół miał dać koncert. Graliśmy na ciężarówce na paryskiej ulicy i podaliśmy na twisterze adres godzinę przed występem. Pojawiło się tysiące ludzi – coś koło 3 tysięcy. Na ulicy roiło się od nich. Trzeba było zamknąć główną ulicę Paryża w promieniu kilku mil, a zagraliśmy na ciężarówce ze trzy piosenki… Wydostanie się z ciężarówki i dostanie się na imprezę, to był istny chaos. To było bardzo, bardzo fajne doświadczenie. Tysiące ludzi na głównej ulicy, oni dosłownie ją zablokowali i zabarykadowali razem z policją, więc mogliśmy wejść na ciężarówkę i zagrać improwizowany koncert, który został ogłoszony ledwie godzinę przed… to jedna z najfajniejszych rzeczy, kiedykolwiek. I kolejne dzikie wspomnienie to wydostanie się z samolotu i wylądowanie na lotnisku w Japonii po raz pierwszy, mając przy sobie setki fanów i ludzi stojących tam, podekscytowanych tym, że cię widzą, wiesz, tym, że przyjdą na twój koncert – widząc tych fanów po raz pierwszy i mając poczucie masowej akceptacji i adoracji… to było oszałamiające. Właśnie wysiedliśmy z samolotu, i podróżowaliśmy przez 16, 17 godzin, wysiedliśmy z samolotu (byłam jak na wpół śpiąca) i wszyscy ci fani wołali „O Boże, kocham Cię!” To najbardziej niesamowite uczucie na całym świecie. To strasznie trudne do opisania.

HAPPEE: Co kochasz najbardziej w byciu w zespole – proces pisania piosenek czy występy na żywo?
Taylor: Myślę, że po prostu mieć możliwość tworzenia i grania muzyki; albo bycie w studiu, albo granie na żywo, albo kiedykolwiek kiedy mogę śpiewać, występować, pisać, albo grać – po prostu tworzyć muzykę – jestem najszczęśliwsza kiedy mogę to robić i jestem szczęściarą, że mogę to robić. Czuję się szczęśliwa, że mogę to robić. I mogąc robić to jako karierę, i nie tylko jako hobby, jest zdumiewające dla mnie.

HAPPEE: Powiedziałaś, że tytuł twojego utworu „Hit Me Like a Man…” wywołał trochę spodziewanej krytyki i stwierdziłaś, że to jedynie wyraz bólu i przyjemności. Czy możesz wypowiedzieć się na temat aspektu przyjemności w tym konkretnym przypadku?
Taylor: Cóż, linijka brzmi „Hit me like a man and love me like a woman” [„uderz mnie jak mężczyznę, kochaj mnie jak kobietę”]. Gdy mówisz tylko tytuł „Hit Me Like a Man”, utwór traci na swoim wymiarze. Myślę, że nie można mieć miłości bez nienawiści, albo bólu bez przyjemności. Przeciwieństwa się przyciągają… Myślę, że właśnie o to chodzi w tym utworze – mówi o perspektywie i badaniu zagadnienia przeciwieństw: nie możesz kogoś kochać bez całkowitej nienawiści do tego kogoś. Miłość przychodzi z nienawiścią, nienawiść z miłością, ból przychodzi z przyjemnością, a przyjemność z bólem. Przecinające się pojęcia są zbyt zróżnicowane. Emocje i pojęcia… niezależnie od tego czy to fizyczny czy emocjonalny ból kontra przyjemność, to nie ma znaczenia. To interesująca rzecz, gdy takie rzeczy się zbiegają… jedno nie istnieje bez drugiego.

HAPPEE: Gdybyś miała wybrać jeden utwór TPR najlepiej opisujący ciebie, który kawałek by to był i dlaczego?
Taylor: Prawdopodobnie „Make Me Wanna Die”. To znaczy, ciężko jest wybrać jeden bo cały album mocno reprezentuje moje ciężkie przeżycia. Teraz tworzymy album który reprezentuje odcinanie się od tamtych chwil i jest różny pod wieloma względami. Ale gdybym miała wybrać piosenkę z „Light Me Up”, która wydaje mi się, że mnie opisuje jako artystkę byłaby to prawdopodobnie „Make Me Wanna Die”.

HAPPEE: Kiedy możemy spodziewać się drugiego albumu?
Taylor: Jesteśmy obecnie w studiu, nagrywamy i piszemy. Mamy nadzieję na przyszły rok, na jesień – późnią jesień. Daję sobie trochę czasu na pisanie.

HAPPEE: Kto przewodniczy w procesie pisania utworów?
Taylor: Piszę wszystkie utwory. Piszę je z naszym gitarzystą, Benem. Powiedziałabym, że jestem na czele tworzenia tekstów. To proces mocnej współpracy – piszę większość tekstów i całą resztę, ale Ben jest gitarzystą i kolaboruje ze mną: on uczy się czegoś ode mnie, a ja od niego. To bardzo partnerski proces.

HAPPEE: Jaka jest twoja długoterminowa wizja The Pretty Reckless?
Taylor: Żeby robić lepsze nagrania, to moja długoterminowa wizja… Żeby wciąż nagrywać – wciąż nagrywać i grać koncerty. I żeby obecny album był lepszy od poprzedniego…

HAPPEE: Jesteście gwiazdą pierwszego festiwalu Bazooka Rocks na Filipinach i widniejecie powyżej wszystkich międzynarodowych artystów, niektórych działających dłużej niż The Pretty Reckless. Jak się z tym czujesz?
Taylor: To dla nas wielki zaszczyt i cieszymy się z tego, że jesteśmy gwiazdą festiwalu. Jestem tym zachwycona. Gdy się o tym dowiedziałam, pomyślałam, że to może być przygoda życia i że nie mogę się doczekać Bazooka Rocks – jestem taka podekscytowana. Nie wiem co powiedzieć, niż tylko to, że nie mogę się doczekać i że czuje się uhonorowana.

HAPPEE: Co wasi fani z Filipin mogą się spodziewać po koncercie?
Taylor: Bardzo głośnego, hałaśliwego, pyskatego, rock’n’rollowego występu. Mam nadzieję na bardzo nakręconą energię. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy przyjdą na koncert, będą gotowi do tego, żeby się zabawić i ubrudzić. To rock and roll po całej linii. To jest właśnie to, co sprawia, że zabawnie się gra każdego dnia – nigdy nie wiesz czego naprawdę się spodziewać. Zostawcie rodziców w domu.

HAPPEE: Czy robisz jakieś specjalne rytuały zanim wejdziesz na scenę?
Taylor: Nie mamy żadnych uścisków dłoni ani nic takiego jak inne zespoły. Moim rytuałem może być zapalenie papierosa, założenie butów i wyjście na scenę. To tyle. Haha.

HAPPEE: Masz cenną kolekcję szmacianych lalek. Ile ich masz i czy podróżujesz z nimi?
Taylor: Nie podróżuję z nimi, ale mam całkiem drogą kolekcję lalek. Sprzedaję szmaciane lalki i mam kilka z nich własnoręcznie zrobionych, ale moja kolekcja to nie tylko szmacianki: mam też kolekcję porcelanowych lalek i innych… Mam po jednej z każdego państwa, w którym byłam. Kolekcja zrobiła się całkiem pokaźna, teraz mam ich ponad 100. Musiałam je zmieścić w moim małym apartamencie w Nowym Jorku. Brakuje mi już pokojów. To całkiem interesujące: wszyscy mają jakąś historię, wiesz, a ja patrzę w ten sposób na lalki: każda przyniosła ze sobą jakąś historię z kraju, w którym ją kupiłam. I teraz mam coś, co mi o tym przypomina. Nie robię zdjęć, ale mam lalki.

HAPPEE: Jakaś wiadomość dla fanów?
Taylor: To dla mnie przeżycie jedyne w swoim rodzaju i jestem podekscytowana żeby dać czadu i sprawić, że to DLA WAS będzie ponadczasowe doznanie.

HAPPEE: Twoje ulubione jedzenie?
Taylor: Precle i serek z taco Bell.

HAPPEE: Ulubiony napój?
Taylor: Wódka. Wódka… Cokolwiek.

HAPPEE: Do kogo zawsze się zwracasz gdy masz kłopoty?
Taylor: Do mojego prawnika.

HAPPEE: Co byś zrobiła, gdyby dano tobie milion dolarów?
Taylor: Oddałabym je. Dałabym je ludziom, którzy potrzebują pieniędzy bardziej niż ja.

HAPPEE: Jaki utwór opisuje twój obecny nastrój?
Taylor: Piosenka Kim Richey „A Place Called Home”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2017 TAYLORMOMSEN.PL